top of page
Szukaj
gajazolza

GDY KOCHA SIĘ ZBYT MOCNO - rozdział 5

ROZDZIAŁ 5


Jasiek Cieplak przepuścił przodem swoją młodszą siostrę i wszedł za nią przez bramę. Zauważył otwarte na oścież drzwi garażu i rzucił do małej: – Betti idź do domu, ja zaraz przyjdę, tylko przekażę coś tacie.

Dziewczynka posłusznie wspięła się na schodki i zniknęła za drzwiami domostwa. Jasiek oparł się o futrynę obserwując przez chwilę ojca pochylonego nad starym silnikiem.

– Słyszałeś już najnowsze wieści? – zapytał.

Cieplak senior oderwał się od roboty i uważnie popatrzył na syna.



- Jakie wieści? O czym?

- Raczej o kim. O twoim zięciu. Dąbrowska ponoć od rana lata po całej wsi i desperacko szuka dla niego pomocy. Zamknęli go. Siedzi w areszcie za pobicie Uli a także za posiadanie i handel narkotykami. Ponoć znaleźli przy nim całą paczkę poporcjowanej kokainy.

- Skąd o tym wiesz?

- Od Robsona. Przecież jego ojciec jest prawnikiem, a Dąbrowska to cwana baba na swój pokrętny sposób. Zjawiła się u nich w domu z samego rana, jeszcze zanim Robson wyszedł na uczelnię. Ponoć rzuciła się przed Morawskim na kolana i błagała go o pomoc. Niezły cyrk odstawiła. Pewnie pomyślała, że Morawski w ramach sąsiedzkiej pomocy z radością podejmie się wyciągnięcia Bartka z ciupy i w dodatku zrobi to za darmo. Chyba Bartuś się doigrał, bo z tego, co Robson podsłuchał wynika, że grozi mu nawet dziesięć lat odsiadki i to za same narkotyki, a do tego dochodzi jeszcze kara za pobicie.

Józef słuchał tych rewelacji i tylko głową kiwał.

- Ja wiedziałem, że to zwykły bandzior. To tylko Ula wciąż wierzyła, że on się zmieni. Tacy się nie zmieniają, bo jak wyczują źródło łatwego zarobku, to brną w to nie oglądając się na żadne konsekwencje. Nawet bym się nie zdziwił, gdyby ten drań rozprowadzał te prochy w szkołach. On nie ma żadnych skrupułów. Dąbrowska, to jednak wielki prymityw skoro wierzy, że jakikolwiek prawnik wyciągnie go z tego bagna.

- Masz rację. Tak, czy siak, Morawski jej odmówił powołując się na recydywę, bo pamiętał, że Bartek już kilka, a nawet kilkanaście razy był karany za drobne kradzieże i włamania do samochodów.

- Trzeba powiadomić Ulę. Zresztą wybieram się do niej w sobotę, bo chcę wiedzieć, jak postępuje sprawa z rozwodem. Nie chcę jej przekazywać tych rewelacji przez telefon. Wieczorem zadzwonię i umówię się. Zostaniesz z Beatką?

- Zostanę. Przyjdzie Kinga i pomoże jej przy lekcjach.



Marek poluzował pasek od spodni i wytarł serwetką usta.

- Ależ to było dobre. Nie miałem pojęcia, że potrafisz tak dobrze gotować. Niecnie to wykorzystam.

- Nie ma sprawy – posłała mu szeroki uśmiech. – Za to, co dla mnie zrobiłeś powinnam ci serwować super obiady do końca życia.

Zachichotał.

- Nie obiecuj, nie obiecuj, bo może się spełnić… – przerwał na chwilę usłyszawszy dźwięk telefonu. – To twój. Odbierz, a ja pozmywam.

Rozmawiała przez chwilę, a potem weszła do kuchni trzymając komórkę przy uchu.

- Marek, tata ma jakieś ważne wiadomości i chciałby przyjechać w sobotę do południa…

- Nie ma sprawy. Pojadę po niego. Powiedz, że będę koło dziesiątej.


W sobotni poranek kilka minut po dziewiątej wprowadził sobie adres Cieplaków do GPS-a i ruszył zgodnie z podawanymi wskazówkami. Nigdy nie był w rodzinnym domu Uli, a w tym, w którym mieszkała z Bartkiem, zaledwie dwa razy i nawet nie wchodził, bo tylko ją podwoził. Ula uprzedzała go, że to jakieś dobre pół godziny jazdy. Ona autobusem tłukła się znacznie dłużej z Warszawy.



Skręcił w wąską uliczkę, wzdłuż której luźno stały domy i znacznie zwolnił rozglądając się za numerem ósmym. Dostrzegł wypatrującego go Józefa i uśmiechnął się. Polubił bardzo Cieplaka za jego wielkie poczucie sprawiedliwości, za wspaniały stosunek do córki i za dobre serce. Ujęły go łzy i wielka wdzięczność, jaką mu okazywał za uratowanie Uli.

Podjechał pod bramę i wyskoczył z samochodu podchodząc do Józefa z wyciągniętą prawicą.

- Dzień dobry, panie Józefie. Miło pana widzieć.

- I wzajemnie. Bardzo dziękuję, że się pan pofatygował. Ja pewnie nie trafiłbym tam do was.

- I na pewno długo by pan jechał w dodatku z przesiadką. Samochodem będzie znacznie szybciej. Zapraszam – otworzył drzwi od auta na całą szerokość. Józef umościł się na siedzeniu i zapiął pas. – Podobno ma pan jakieś wieści?

- Mam i właściwie sam nie wiem czy dobre, czy złe, ale wolałbym o wszystkim powiedzieć już na miejscu, żeby się nie powtarzać.

- To zrozumiałe – zgodził się Marek. – Ja mam tylko taką małą prośbę do pana. Proszę zwracać się do mnie po imieniu. Nie lubię takich oficjalnych zwrotów, bo to człowieka krępuje.

- Nie ma sprawy – Józef uśmiechnął się od ucha do ucha. – W końcu mógłbyś być moim synem.


Marek wjechał na podjazd i zatrąbił. Po chwili wybiegła z domu Ula i już witała się z ojcem całując go i ściskając.

- Tak się cieszę, że przyjechałeś, a jak dzieciaki?

- Dobrze. Jasiek umówił się dzisiaj z Kingą i będą mieli oko na Betti.

Złapała go pod ramię i wprowadziła do domu.

- Zjesz z nami obiad?

- Wolałbym nie, córcia. Przekażę to, co mam wam do przekazania i uciekam. Mam trochę roboty w garażu.

Usadziła go w salonie przy szklanej ławie. Po chwili ustawiała też na niej parujące filiżanki z kawą i pokrojone ciasto, które upiekła.


Józef opowiedział im to wszystko, czego dowiedział się od Jaśka, również o narkotykach, jakie miał przy sobie Bartek. Ula jakoś nie bardzo była tym zaskoczona.

- Ja czułam, że on robi jakieś lewe interesy, choć nie mam pojęcia, czy w ogóle na nich zarabiał, bo do domu nie przynosił żadnych pieniędzy. Sam dobrze wiesz tato, że nigdy nie miał stałej pracy, bo wszędzie „szefowie go nie rozumieli”. Tak przynajmniej się tłumaczył, że nigdzie nie może zagrzać na dłużej miejsca.

- Ula ja nie wiem, co może jeszcze z tego wyniknąć – Józef wyglądał na zmartwionego. - Niewykluczone, że będą cię ciągać na zeznania. Nie mam pojęcia, czy w ogóle przeprowadzą sprawę rozwodową podczas jego odsiadki. Tego boję się najbardziej.

- Z tego, co wiem – wtrącił się Marek – sąd nie wstrzymuje postępowania, jeśli jeden z małżonków siedzi w areszcie, bo orzeczenie rozwodowe może wydać niejako zaocznie. Zapytam mojego prawnika, który będzie reprezentował Ulę na rozprawie. Akurat rozwodem najmniej bym się przejmował. Ja się boję, żeby on ciebie w coś nie uwikłał. Pewnie będzie się bronił rękami i nogami, i zacznie obciążać wszystkich dokoła tylko nie siebie.

- Ja nie mam nic do ukrycia. Nie miałam zielonego pojęcia o jego działalności ani nie czerpałam z niej korzyści. To on wyciągał ode mnie pieniądze, a nie ja od niego i tak właśnie zeznam, gdyby mnie pytano.

Cieplak posiedział jeszcze trochę, akurat tyle, żeby zjeść do końca ciasto i dopić kawę. Marek odwiózł go z powrotem do Rysiowa, a gdy wrócił Ula stawiała na stole obiad. Słowa Józefa mocno go zaniepokoiły i naprawdę zmartwiły. Nie chciał, żeby coś stało się Uli, żeby była posądzona o jakiś współudział w handlu prochami. Dąbrowski był zdolny do wszystkiego i nie cofał się przed żadną podłością, byleby ratować własny tyłek. Poza tym nie wiadomo, z jakimi ludźmi się zadawał i do czego mogliby być zdolni. Znając jego ciągoty do przestępczego półświatka nietrudno było się tego domyślić. Pomyślał, że powinni jednak pojechać na komendę i wyjaśnić swoje obawy człowiekowi, u którego Ula składała zeznania w sprawie o pobicie. Koniecznie musiał ją w jakiś sposób zabezpieczyć i ochronić. Nie darowałby sobie, gdyby jej się coś stało.


Ula wyniosła dzbanek z kawą i filiżanki na wielki taras. Była piękna pogoda i szkoda było się kisić w czterech ścianach. Oparła się o betonowy murek i wystawiła do słońca twarz.

- Uwielbiam taką pogodę – mruknęła.



Marek przysiadł w rattanowym fotelu i przyjrzał jej się z przyjemnością. Jej ciało nosiło jeszcze ślady tego pobicia. Twarz, a zwłaszcza policzki wyglądały nienaturalnie sino, ale psychicznie najwyraźniej odżywała. Wciąż nie rozumiał tej relacji między nią a Bartkiem. Nie rozumiał, jak w ogóle mogła pokochać tak złego i zepsutego faceta. Nie zaznała z nim szczęścia, a te dwa lata, jak sama mówiła, były pasmem jej udręki i bezsprzecznej, życiowej porażki. Początkowo sądził, że mieszkając w jego domu ona otworzy się bardziej. Chciał jej zadać tyle dręczących go pytań, bo uważał, że jeśli na nie odpowie, on będzie mógł jej bardziej pomóc, ale nic takiego nie nastąpiło. Uważał się za jej przyjaciela, ona traktowała go podobnie, a mimo to pozostawiła wyłącznie dla siebie pewną część bardzo osobistych przeżyć. Była najbardziej delikatną i najbardziej wrażliwą osobą jaką znał. Jej pracowitość, lojalność, mądrość, kompetencje i bezwarunkowe trwanie przy nim bez względu na to, czy było dobrze, czy źle, imponowały mu od samego początku. Nawet nie potrafił zliczyć, jak wiele razy jej kreatywność ratowała firmę z różnych opresji, jak ratowała jego. Nie miał pojęcia, że jej życie posiada drugie, gorsze dno.

Poczuła wbity w siebie przenikliwy wzrok Marka i odwróciła do niego twarz.

- Przyglądasz mi się od jakiegoś czasu… O co chodzi?

- O nic. Naprawdę o nic. Myślę sobie tylko, że trzeba być skończoną kanalią, żeby skrzywdzić kogoś tak bardzo delikatnego i pięknego. Wybacz Ula, ale ja chyba nigdy nie zrozumiem, jak mogłaś obdarzyć uczuciem takie bydlę.

Zamigotały jej w oczach łzy i pociekły po policzkach. Otarła je nerwowo przysiadając na fotelu obok Marka.

- Czasami tak się zdarza, że kochamy zbyt mocno. Doznajemy niewyobrażalnej krzywdy a i tak nie mamy siły, żeby tę przemoc przerwać i odejść. Myślę, że tak właśnie było ze mną. On uderzył mnie o jeden raz za dużo i to zadecydowało, że już nigdy do niego nie wrócę. Uważam też, że nie powinnam tobie siedzieć za długo na głowie. Też masz swoje prywatne sprawy, a ja tylko przeszkadzam i sprawiam, że czujesz się pewnie w jakiś sposób uwiązany. Kiedy już znikną te siniaki chciałabym się rozejrzeć za jakąś kawalerką. Może uda mi się wynająć coś niedrogiego…

Marek żachnął się. Przecież nie o to mu chodziło. Jeszcze by tego brakowało, żeby Ula poczuła się winna tej całej sytuacji.

- Wiesz dobrze, że nigdzie nie musisz się spieszyć. Mieszkanie z tobą, to prawdziwe szczęście. Dom jest zadbany, posiłki o czasie, a sprawy firmowe też nie leżą odłogiem. Jesteś prawdziwym skarbem Ula, którego ja wcale nie chcę się pozbyć więc nie szukaj nic na siłę, dobrze?

Uśmiechnęła się do niego szeroko. Westchnęła i przymknęła oczy opierając się wygodnie w fotelu.

- Dziękuję. Jesteś naprawdę wspaniałym przyjacielem.



74 wyświetlenia0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Comments


bottom of page